RSS
 

Notki z tagiem ‘syrop z mniszka’

Skarb prosto z łąki, czyli syrop z mniszka

07 maj

Wiosna – jak to już stwierdziliśmy – jest w tym roku opieszała, ale nie zawiodła aż tak, żeby nie było mniszków. Co to, to nie! Mniszek, czyli popularny mlecz, jest zawsze, czy się go chce, czy się nie chce – a wiedzą o tym doskonale ogrodnicy usiłujący wytępić go w swoim ogrodzie.

Nieliczne chwile ładnej pogody warto więc wykorzystać na to, by udać się spacerkiem (albo na rowerze, jak kto woli) w odludne miejsce, gdzie nie ma spalin i innych paskudztw, i nazbierać główek mniszka na syrop, który jest po pierwsze przepyszny, a po drugie bardzo zdrowy. Można stosować go przy przeziębieniach i osłabieniu; ja robię sobie na przykład lemoniadę słodzoną tym syropem, gdy bierze mnie coś „grypopodobnego”.

Mniszki warto zbierać w rękawiczkach, chyba że nie przewidujemy w najbliższym czasie pokazywania komukolwiek dłoni. ;)

DSC_1026

W internecie krąży wiele przepisów na ten pyszny syrop, zwany miodem z mniszka – możecie więc znaleźć zupełnie inne proporcje niż moje. Myślę, że tak czy owak syrop się uda.

A zatem – jak to się robi? Zbieramy 500 główek mniszka (same kwiatki) i rozsypujemy na gazetach, żeby wszelkiej maści robaczki poszły sobie w świat. Następnie kwiatki jeszcze przedmuchujemy (mój mąż robi to wiertarką!). Zalewamy litrem wody i gotujemy pół godziny (czas mierzymy od momentu zagotowania). Następnie przykrywamy taką „zupę” ściereczką i odstawiamy na 24 godziny.

Następnego dnia przecedzamy przez gazę, odciskamy porządnie, dodajemy sok z 2 cytryn oraz kilogram cukru i stawiamy na niewielkim ogniu. Gotujemy, mieszając, by cukier się rozpuścił. Mówiąc szczerze, nie mam pojęcia, ile to trwa – po prostu gotuje się go tak długo, aż się zagęści i nabierze konsystencji miodu. Ja zawsze przeprowadzam test, kapiąc odrobinę na talerzyk (a następnie ochoczo zlizując te gęstniejące krople).

Gotowy, gorący syrop przelewamy do wyparzonych słoiczków i zakręcamy. Nie trzeba go pasteryzować. Ja przechowuję w lodowce, ale chyba nie jest to konieczne. Zażywamy w okresie przeziębieniowym profilaktycznie łyżkę dziennie (dla dzieci – łyżeczkę), a jeśli już nas dopadnie jakieś paskudztwo, to nawet do trzech łyżek. Wspaniale smakuje jako słodzik do herbaty albo lemoniady, zamiast miodu na rogaliku, jako polewa na lodach lub innym deserze albo zwyczajnie – prosto z łyżki.

DSC_1030