RSS
 

Jesiennie, pachnąco i smakowicie. Czyli batatowo.

22 paź

Jesień mamy piękną w tym roku, chyba przyznacie. Od wczoraj jednak październik trochę się burmuszy i popłakuje deszczem, więc naszła mnie ochota na coś rozgrzewającego i aromatycznego. Ponieważ u mnie w kuchni ostatnio jest bardzo roślinnie, wymyśliłam, że wyszukam sobie jakiś sprawdzony przepis wegański i przerobię go nieco po swojemu, bo z przepisami nieprzerobionymi to przecież w ogóle nie ma zabawy. :)

Wykorzystałam fakt, że na jesieni w sklepach pojawiają się tanie bataty. Taki batat to jest COŚ. Co w nim znajdziemy? Poza beta-karotenem, także wapń, fosfor, potas, sód, magnez, siarkę, chlor, żelazo, jod, witaminy z grupy B (zwłaszcza B6), witaminę C, kwas foliowy i witaminę E.
Dotychczas wykorzystywałam bataty głównie do przyrządzania musu z bananem i kwaśnymi owocami. Blenduje się po prostu ugotowanego na parze batata z dojrzałym bananem (lub dwoma) i przekłada do szklanki warstwami, na przemian z czymś kwaskowatym, na przykład z mrożoną czarną porzeczką, ziarenkami granatu, winogronami, śliwkami i tak dalej. Co kto lubi. Taki deser można schłodzić, a można go też jeść na ciepło. Tylko od naszej pomysłowości zależy, czy przyrządzimy mus w jednym kolorze, czy też wielobarwny. Na przykład do jednej części zblendowanego batato-banana można dodać karob, a do kolejnej kakao – i powstanie deser w dwóch odcieniach brązu.

mus kako  mus  muss

Ale – jak już wspomniałam – dziś miałam ochotę na coś rozgrzewającego. Wyszperałam więc na blogu jednego z moich ulubionych wegan – erVegana – przepis na cudowne brownie z batatów. Oczywiście przerobiłam nieco recepturę, ale naprawdę zmieniłam niewiele, bo przepis był prawie doskonały. Ugotowałam 2 pokrojone bataty na parze, a gdy były miękkie, lecz wciąż gorące, zdjęłam z nich skórkę i zblendowałam miąższ ze szklanką rodzynek, wcześniej zalanych wrzątkiem i moczonych przez 15 minut. Dodałam 3/4 szklanki mąki gryczanej, 5 łyżek kakao, łyżkę cynamonu, 5 łyżek syropu z agawy i 3/4 szklanki migdałów, które wcześniej niezbyt dokładnie zmieliłam w młynku do kawy. Wymieszałam wszystko łyżką. Piekłam 40 minut w 180 stopniach na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia. Autor przepisu radzi, aby przestudzić brownie pół godziny, zanim zacznie się je kroić, ale u nas oczywiście część zniknęła, gdy tylko ostygło na tyle, żeby nie poparzyć języka. Przyznaję jednak, że po wystudzeniu jest jeszcze lepsze niż na gorąco!

1   3

Smacznego!

P. S. W księgarniach znajdziecie już I tom „Mansardy pod Aniołami” – „Cuda i cudeńka”. Dostaję sporo wiadomości, w których pojawia się to samo pytanie – kiedy ciąg dalszy? Już niedługo! Może w styczniu, może w lutym. Obiecuję, że dowiecie się, jaki list czekał na Lenę w skrzynce i jaką tajemnicę skrywa babcia Miecia!

cuda i cudenka

 

 

 

 

 

 
Brak komentarzy

Napisane przez w kategorii Coś pysznego, Literatura, Styl życia

 

Tags: , , , ,

Dodaj komentarz