RSS
 

Nareszcie kwiecień, czyli coś dla kwiatowych zjadaczy…

01 kwi

Kwiecień to między innymi czas fiołków. Lubicie fiołki? Ale nie mówię o bukiecikach, o zapachu, który nie ma sobie równych… Mówię o smakowitych kwiatkach i listkach.

Tak, owszem: smakowitych. Większość osób wie, że niektóre kwiaty są jadalne – ale niewielu jest amatorów fiołkowych listków do sałatki (na przykład: wrzucamy do miseczki opłukane i wysuszone listki, dodajemy drobno pokrojonego pora albo dymkę, rwiemy na kawałki sałatę rzymską, sypiemy posiekanym koperkiem i/albo szczypiorkiem, mieszamy, na to kładziemy pokrojone na ćwiartki jajko na półmiękko i polewamy odrobiną oliwy wymieszanej z sokiem z cytryny). Smaczne i zdrowe, bo listki fiołka to między innymi mnóstwo witaminy C.

Ale chyba jeszcze mniej jest osób zjadających śliczne fioletowe kwiatuszki. Są delikatne w smaku, lekko słodkie, a działają antybakteryjnie, antywirusowo i – uwaga!: poprawiają nastrój, poleca się je więc w depresji.

Ponieważ moja trasa nordic walking wiedzie przez śliczne fiołkowe zakątki, często podskubuję trochę pachnących główek; pod pretekstem zebrania garści lub dwóch robię sobie odpoczynek. Po powrocie do domu oczywiście płuczę je porządnie i osuszam. Co się z nimi dzieje później, to już zależy od mojej fantazji. Czasem stanowią dodatek do naleśników, czasem do sałatki owocowej albo surówki. Robię z nich także liliowy cukier (który wspaniale nadaje się do ozdabiania kruchych ciastek i muffinek), a także dodaję do koktajli.

Dziś na przykład znalazłam w zamrażalniku resztę jagód z ubiegłego lata. Połowę zostawiłam na niedzielne naleśniki, a z połowy zrobiłam koktajl jagodowo-fiołkowy. Trochę jagód, garść  fiołków, szklanka mleka owsiano-kokosowego i łyżka ksylitolu – blendujemy, posypujemy z wierzchu kwiatuszkami - i pijemy na zdrowie.

DSC_0958  DSC_0959  DSC_0960

 
Komentarze (2)

Napisane przez w kategorii Coś pysznego, Natura, Styl życia

 

Tags: ,

Dodaj komentarz

 

 
  1. ~Helena

    2 kwietnia 2017 o 09:23

    Kobieto! Ty mnie wpędzasz w kompleksy … praca, pisanie, dom, rodzina, nordic walking i niedzielne naleśniki z jagodami <3 :D A tak na serio, to nie znam smaku fiołków. Pachną cudnie, wglądają pięknie, ale jak smakują nie mam pojęcia, chociaż wiem, że są jadalne. Niestety mieszkam prawie w centrum miasteczka, lasów blisko żadnych, ścieżek na spacery wcale :-( … Jeździmy z mężem rowerami, ale niestety trzeba jechać baaardzo daleko, żeby za miasto, aby znaleźć to, co zawsze kochałam czyli pola, lasy, łąki i polne kwiaty :-) Pozdrowionka!

     
    • Agnieszka

      2 kwietnia 2017 o 12:19

      A ileż to takie naleśniki – pół godziny i gotowe :)
      Żartuję, sama często nie nadążam. Na przykład o tym, żebym zdążyła umyć okna i wysprzątać dom przed Wielkanocą – mowy nie ma. Trudno, zrobię to później. :)
      A co do fiołków, po prostu zaproś je do swojego ogrodu. Wystarczy kilka sadzonek, one się pięknie rozrastają. Na naleśniki sypię symbolicznie – kilka kwiatuszków zaraz po wylaniu ciasta na patelnię, potem po przewróceniu tę stronę z kwiatuszkami tylko lekko przysmażam, bo zrumienione nie wyglądają tak ładnie.