RSS
 

Już niedługo pojawi się „Miłość…”

25 wrz

Chodzi mi oczywiście o Miłość z nutą imbiru. Premiera książki już 12 października. Przypominam, że powieść ta jest kontynuacją Szczęścia na wagę, lecz wiem z pewnego źródła, że da się ją czytać również wtedy, jeżeli nie zna się wcześniejszych losów bohaterów. Mimo to oczywiście zachęcam do przeczytania najpierw pierwszej części ;)

Tak prezentuje się okładka w pełnej krasie:

miłość

Ale tymczasem mamy ostatnie dni września, wyjątkowo ciepłe w tym roku. W moim ogrodzie wciąż jeszcze pysznią się na krzakach piękne maliny. Są tak dojrzałe, że rozpadają się w palcach, więc postanowiłam zrobić z nich mus i wykorzystać go do ciasta. Przepis skradłam z bloga mojej ulubionej blogerki, Heleny – zajrzyjcie koniecznie na Moje Walijskie Pichcenie (walijskiepichcenie.blogspot.com). Traktuję tego bloga jako skarbnicę pomysłów; ilekroć nie wiem, co zrobić na obiad albo łazi za mną coś słodkiego, choć nie wiem konkretnie, co by to miało być, wpadam do Helenki – i po prostu wybieram.

Murzynka z musem malinowym robi się tak: bierzemy pół szklanki mleka i tyle samo śmietany (według Heleny powinna być kwaśna 18%, ale ja z braku laku wzięłam 12%), 50 g gorzkiej czekolady, szklankę mąki, 2 czubate łyżki kakao, jajko, 2/3 szklanki cukru, 1/4 szklanki oleju oraz po pół łyżeczki proszku do pieczenia i sody oczyszczonej.

Warstwę malinową robimy z dwóch czerwonych galaretek oraz około połowy kilograma malin. Na wierzch Helenka dała czekoladę mleczną, ja zaś białą.

Do podgrzanego mleka należy dodać połamaną czekoladę i mieszać, aż się rozpuści. Niech sobie stygnie. Tymczasem mieszamy sypkie produkty: mąkę, kakao, proszek do pieczenia i sodę oczyszczoną. Jajko ucieramy z cukrem, po czym wlewamy olej i  śmietanę – miksujemy intensywnie, żeby się nie zważyło. Następnie należy dodać ostudzone mleko i jeszcze miksować. Na koniec dodajemy suche składniki i łączymy, ale to już nie musi być długie miksowanie.
Moje ciasto piekło się w temperaturze ok. 180 stopni, mniej więcej 40 minut. Niestety, nie urosło mi tak, jak Helenie, co widać na zdjęciach, ale i tak było pyszne.
Mus robimy ze zblendowanych malin oraz galaretek rozpuszczonych w półtorej szklanki wody (bo owoce puszczą dużo soku). Wykładamy na ostudzone ciasto dopiero, gdy już prawie stężeje. Niech postoi w lodówce.

Wierzch można ozdobić czekoladą rozpuszczoną w garnuszku (na małym ogniu) z dwiema łyżkami śmietany – mocno wymieszać i łyżką wylewać na powierzchnię musu, po czym jeszcze na chwilę odstawić do lodówki.

Dla mnie – bomba!

DSC_1320

DSC_1321

DSC_1325

 
Komentarze (2)

Napisane przez w kategorii Coś pysznego, Literatura

 

Tags: , ,

Dodaj komentarz

 

 
  1. ~Helena

    26 września 2016 o 20:09

    No i się rozrzewniłam … po takich komplementach ;-))). Dziękuję, dziękuję, dziękuję. Móc być w czymkolwiek inspiracją dla Ciebie Agnieszko, to najzwyczajniej dla mnie zaszczyt. I wcale Ci „nie maślę” ;-) Ty lubisz moje przepisy, ja kocham Twoje książki czyli nie ma to jak wzajemna … adoracja :) A tak na serio to chyba na nic w tym roku nie czekałam z taką niecierpliwością jak na „Miłość z nutą imbiru”. Jeszcze nie wiem co będzie lepiej (a raczej szybciej) zamówić w PL i prosić Mamę o przesłanie czy szukać w tutejszych księgarniach internetowych. W każdym razie na dalsze losy Ewy czeka cała damska część mojej rodziny i sporo koleżanek. Jak dobrze, że 12-ty już tuż tuż … Miłego wieczoru! xxx

     
    • Agnieszka

      26 września 2016 o 20:50

      Ja też Ci nie maślę, kochana (fajne słowo, swoją drogą ;)) – naprawdę uwielbiam Twojego bloga i często czerpię z niego inspiracje.
      A co do „Miłości…”, to mam tylko nadzieję, że się Wam spodoba – przy każdej kolejnej książce drżę z obawy, że tym razem zawiodę czytelniczki.