RSS
 

„Nieobecna” już za miesiąc!

17 lip

Dokładnie za miesiąc, 17 sierpnia, w księgarniach pojawi się moja najnowsza powieść, „Nieobecna”. A ponieważ obiecywałam Wam kolejny fragment, uznałam, że dziś jest idealna okazja, aby uchylić jeszcze jednego rąbka tajemnicy.

Był taki czas, kiedy marzyłam o prasowaniu koszul Marka, o praniu ubrań przesyconych jego zapachem. Wzruszały mnie spodnie wyświecone przy kieszeniach, do których wiecznie wciskał dłonie.

Kiedy zobaczyłam go po raz pierwszy, wydał mi się bezbronny. Zaprzeczenie tego, czego szukałam w mężczyznach, o ile w ogóle można powiedzieć, że czegokolwiek szukałam. Spotkałam go w czytelni, do której zawędrowałam, aby przejrzeć nowości; szkoda mi było pieniędzy na kupowanie bestsellerów, skoro większość z nich okazywała się przereklamowana. Poza tym zawsze uwielbiałam czytać w czytelni, to pozwalało mi przez chwilę poczuć się jak wtedy, gdy byłam pełną pasji studentką.

Kucnął przy półce z teorią literatury i czegoś szukał. Z góry widziałam tylko jego zmierzwione włosy i leciutko, naprawdę bardzo delikatnie rysujące się miejsce, gdzie w przyszłości powstanie łysinka. Taki krążek rzadszych włosów. Nie miałam pojęcia, dlaczego mnie to rozczuliło. Patrzyłam przez chwilę, potem przykucnęłam przy sąsiednim regale i zaczęłam przekładać książki, które bez przerwy zsuwały się ze śliskiej metalowej powierzchni. Przytrzymał mi je dłonią, a ja skinęłam głową zamiast podziękować. Gdy znalazłam to, czego szukałam, poszłam do stolika i usiadłam przodem do regału. Z jakiegoś absurdalnego powodu  chciałam mu się przyjrzeć.

Wreszcie wyszedł spomiędzy regałów. Był mały. „Niski” brzmiałoby lepiej, ale to nie byłaby prawda, bo on nie był niski, lecz mały. Miał krótkie nogi i ręce, wydawał się jakby pomniejszony, lecz nie całkiem proporcjonalnie. Głowa była normalna, ramiona szerokie, tors jak u przeciętnie zbudowanego mężczyzny, natomiast ręce i nogi wyraźnie za krótkie. Takie było moje pierwsze wrażenie. Jednak tym, co przyciągnęło moją uwagę, nie była jego sylwetka, lecz sposób, w jaki się poruszał. Bo szedł tak, jak idzie gwiazdor pod obstrzałem fleszy. Jakby był najatrakcyjniejszym facetem na tym świecie, jakby muskały go pożądliwe spojrzenia kobiet i w dodatku – jakby słyszał muzykę. Dobrego bluesa albo rocka.

Mały facecik z kilkudniowym zarostem przykrywającym blizny po trądziku. Brązowe oczy, prostokątne okulary, ciemne zmierzwione włosy i ten krążek rodzącej się łysinki, o którym pewnie nie miał pojęcia. To było coś intymnego, te rzadkie włosy na czubku jego głowy, o których wiedziałam, zupełnie jakbym znała go od lat albo była jego żoną.

Wtedy, pierwszego dnia, nawet na mnie nie spojrzał i byłam pewna, że w ogóle nie zauważył mojego istnienia. Dopiero kilka dni później przekonałam się, że to nieprawda, bo gdy weszłam między regały i sięgnęłam po książkę, usłyszałam ciche „Dzień dobry”. Stał po drugiej stronie regału, znowu w dziale teoretycznoliterackim – i uśmiechał się do mnie między przechylonymi grzbietami książek. Skinęłam głową i odpowiedziałam uśmiechem. I tyle. Serce mi się tłukło jak ćma o szybę, zupełnie bez sensu, bo dlaczego, skąd takie emocje, przecież to tylko nieznajomy, który kilka dni temu przytrzymał mi książki. Nieatrakcyjny. Mały. Z brzydką cerą. A gdy się uśmiechnął, zobaczyłam także, że ma nieładne zęby.

Dla mnie, miłośniczki wszystkiego, co czyste, zadbane, doskonałe, sterylne – taki mężczyzna nie powinien istnieć. Nie powinien wzbudzić we mnie niczego poza niesmakiem, zwłaszcza że później – gdy szedł do swojego stolika i rozkładał na nim książki – przyjrzałam mu się dokładniej i dostrzegłam zażółcone od nikotyny palce, niezbyt świeżą koszulę i sierść na marynarce.

A jednak. Istniał. Niepokojąco i uparcie był. Choć przecież nie wiedziałam o nim nic poza tym, że pali, że zapewne ma psa lub kota i że z jakiegoś powodu interesuje go teoria literatury. 

Przez następne kilka dni nie trafiłam na niego ani razu. Właściwie nie miałam już po co chodzić do czytelni, przeczytałam wszystkie nowości, jakie w ostatnim czasie zakupiła biblioteka. Tak więc nie było sensu tam zaglądać, a jednak robiłam to niemal codziennie, o różnych porach. Wreszcie w pewne piątkowe popołudnie zdarzyło się to, na co czekałam przez cały ten dziwny czas. Kartkowałam katalog, nie szukając właściwie niczego konkretnego, gdy poczułam… bo przecież nie usłyszałam ani nie zobaczyłam, nie był to także zapach… zwyczajnie poczułam, że stoi za mną. Odwróciłam się. Brązowe oczy za okularami. Nieatrakcyjny, zaniedbany. Intrygował mnie.

-       Szuka pani jeszcze? – zapytał, wskazując szufladkę katalogu.

Pokręciłam przecząco głową. Podszedł i zaczął wertować. Nie bardzo wiedziałam, co ze sobą zrobić. Powinnam była po prostu odejść, ale wszystko we mnie chciało zostać. Cała ta sytuacja była idiotyczna.

-       Nie mogę znaleźć – mruknął, zanim zdążyłam cokolwiek postanowić.

Zapytałam, czego szuka. I tak zaczęła się nasza pierwsza rozmowa, tak zrobiliśmy ten pierwszy krok, który miał zamienić się we wspólny spacer, a potem w marsz, w szaleńczy bieg ku najsilniejszym emocjom, jakich dane mi było doświadczyć, ku głupiej, beznadziejnej miłości, nadziei i rozpaczy. Gdybym wtedy odeszła, gdybym nie zapytała, czego szuka, gdybym tylko wiedziała, że to ostatni moment, aby się ratować…

„Nieobecną” można już kupić w przedsprzedaży w Ravelo, Świecie Książki i innych księgarniach internetowych. Wkrótce ukaże się także w Empiku i Matrasie, a w połowie sierpnia również w Waszych lokalnych księgarniach.

Nieobecna_baner

 
Komentarze (6)

Napisane przez w kategorii Literatura

 

Tags: ,

Dodaj komentarz

 

 
  1. ~Aleksandra

    17 lipca 2016 o 21:32

    Intrygująca treść, zachęca do zainteresowania się całością.

     
    • Agnieszka

      17 lipca 2016 o 21:59

      Dziękuję, Pani Olu. Zaglądałam ostatnio na Pani bloga – świetne zdjęcia motyla i wiewiórki :)

       
  2. ~Klaudia

    18 września 2016 o 13:39

    Wlasnie skończyłam czytać. Wspaniała, cieżko sie odciągnąć, szczerze polecam.

     
    • Agnieszka

      18 września 2016 o 15:40

      Dziękuję!

       
  3. ~Kizelotta

    12 października 2017 o 15:39

    Droga Moja Agnisiu – wiem, wiem jestem mocno opóźniona w czytaniu Twoich książek , a poza tym nie czytam po kolei. Dlatego właśnie skończyłam „Nieobecną” i …….. mam pewną uwagę :)
    Otóż dom złoczyńcy paskudnego ( nie zdradzam o kogo chodzi dla tych co jeszcze nie czytali ) znajdował się w miejscowości Kruszyn Krajeński za Białymi Błotami.
    Hmmmmmm czyżby mój dom rodzinny tak źle Ci się skojarzył ??? Od razu podzieliłam się tą nowiną ze Stachem i mieliśmy niezły ubaw. Nasz dom musiał Cię mocno przerazić :) :) :) :) :) Ale nie martw się już tam nie mieszkamy i moja mama też :) Buziaki dla ulubionej autorki :)

     
    • Agnieszka

      12 października 2017 o 21:07

      No przecież ja doskonale wiem, czyj dom się tam znajdował :)

      Kruszyn pojawi się też w książce, którą teraz piszę. Bo tak :)