RSS
 

Co powiecie na babeczki?

04 lip

Początek lipca to między innymi czas rabarbaru. Kiedy byłam mała, grube, kwaśne łodygi jadło się na surowo, maczając końcówkę w cukrze. Dopiero jako nastolatka poznałam najlepszy smak rabarbaru – bo najwspanialej smakuje pieczony. Uwielbiam go na cieście kruchym z budyniem, ale tym razem postanowiłam upiec babeczki. Przepis dostałam od przyjaciółki i uznałam, że nadeszła pora, aby go wypróbować.

Przygotujcie: 1 szklankę cukru, 1/3 szklanki oleju słonecznikowego, 1 jajko, 1 łyżeczkę cukru waniliowego (jeśli ktoś nie ma, to sztucznego wanilinowego – ja mam zawsze własny; po prostu do słoika z cukrem wrzucam wydrążoną, posiekaną laseczkę wanilii i to sobie tak stoi), 1 szklankę maślanki lub kefiru, 1/2 szklanki płatków migdałów, 2 czubate (!) szklanki mąki tortowej, 2 łyżeczki proszku do pieczenia, 1 łyżeczkę sody oczyszczonej, 3 łyżki otrębów (mogą być pszenne, gryczane, mogą być też zamiast tego zarodki pszenne), rabarbar (ja daję na oko  – tyle ile akurat mam, ostatnio było jakieś 40 dkg). Po posypania użyłam brązowego cukru wymieszanego z łyżeczką cynamonu, ale można posypać także zwykłym białym cukrem.

W jednym naczyniu łączymy cukier z olejem, jajkiem, cukrem waniliowym i maślanką, miksujemy lekko. Dodajemy płatki migdałów.

W drugim naczyniu mieszamy mąkę, proszek do pieczenia, sodę i otręby. Przesypujemy do pierwszej miski, mieszamy, ale już nie miksujemy – ja robię to łyżką drewnianą, bez specjalnego nabożeństwa – po prostu do połączenia się składników. Wykładamy foremki papilotkami. Następnie nakładamy łyżkę ciasta, na to warstwę rabarbaru (wcześniej go oczywiście myjemy, obieramy i kroimy ) i znów ciasto. Nie za dużo, bo urośnie. Przed włożeniem do nagrzanego piekarnika posypujemy cukrem trzcinowym wymieszanym z cynamonem. Pieczemy ok. 20 minut w 180 stopniach (jeśli z termoobiegiem – bo jeśli bez, to może być 190 stopni). Jeśli mamy wątpliwości, używamy patyczka do sprawdzenia – większe babeczki mogą wymagać dłuższego czasu pieczenia.

Ponieważ zostało mi ciasto, a zabrakło rabarbaru, wykorzystałam też mniejsze papilotki i w nich upiekłam babeczki z agrestem. Rewelacja! W obu wersjach zniknęły w paszczach moich chłopaków bły-ska-wicz-nie!

Tak wyglądały przed pieczeniem:

DSC_0516

A tak po upieczeniu:

DSC_0522

DSC_0527

Co do agrestu – robię właśnie eksperymentalną nalewkę z jego udziałem – wkrótce podzielę się przepisem. Nazwałam to cudo „Nalewka Wczesnego Lipca”. Tymczasem zaś wracam do pisania „Ławeczki pod bzem”, która coraz bardziej wymyka się mojej pisarskiej woli, a jej bohaterowie robią, co im się żywnie podoba. Przygotowuję się także do premiery „Nieobecnej”. Bądźcie czujni, bo zarówno tutaj, jak i na moim autorskim profilu na Facebooku pojawią się w związku z tą powieścią konkursy z nagrodami :)

 

 
Brak komentarzy

Napisane przez w kategorii Coś pysznego, Literatura

 

Tags: , , , ,

Dodaj komentarz