RSS
 

Wiosenne porządki w kuchni, czyli ciasto bez przepisu

01 mar

Wiosną zawsze bierze mnie na porządki, o tej porze jeszcze nie takie totalne, z odsuwaniem szaf od ścian i włażeniem w każdą szczelinę, ale jakoś tak wstępnie już zaczęłam przeglądać szuflady i pudełka. A że pogoda się spaskudziła, zrobiło się zimno i mokro, nie mogłam więc poszaleć w ogrodzie – moja aktywność przeniosła się do kuchni. Poszperałam w szafkach i wydobyłam przeróżne torebeczki, paczki i inne takie. W zamrażalniku odkryłam mrożone wiśnie, o których już dawno zapomniałam, bo znajdowały się w pudełku po lodach (byłam więc pewna, że mam lody). Popatrzyłam na to wszystko, podumałam, zważyłam, ile czego mam – nie pasowało to do żadnego znanej mi receptury. I tak oto upiekłam Ciasto Bez Przepisu. Ot tak, co mi przyszło do głowy, to dodałam. Aż cud, że wyszło.

Najpierw wyciągnęłam z zamrażalnika wiśnie i podgrzałam nieco w rondelku, żeby się rozmroziły, po czym zostawiłam je na sitku. Puściły mnóstwo soku – żal było wylewać, więc zostawiłam na „polewkę”.

Następnie utarłam 80 g miękkiego masła  z cukrem. Cukru wsypałam 150 g (75 g trzcinowego i 75 g białego). Ucierałam jakiś czas, a później zaczęłam dodawać po trochu: mąki (150 g wrocławskiej i 100 g pszennej razowej), śmietany 18% (było jej ok. 150 g), 2 jajka, 100 g tartych migdałów, 1 łyżeczkę proszku do pieczenia i 1 łyżeczkę sody (przez te migdały ciasto zrobiło się ciężkie, więc bałam się, że nie urośnie). Chlupnęłam aromatu migdałowego. Ciasto było bardzo gęste, toteż dolałam trochę mleka (nie pamiętam dokładnie – jakieś 1/4 szklanki). Ucierałam to wszystko mikserem jeszcze parę sekund, a na koniec dodałam odsączone wiśnie i delikatnie przemieszałam łyżką. Wyłożyłam na tortownicę z babkowym środkiem, wysmarowaną masłem – nie wyspałam jej bułką, tylko spód posypałam resztką tartych migdałów. Z kolei wierzch ciasta posypałam migdałowymi płatkami.

Piekarnik nagrzałam do 180 stopni, piekłam godzinę. Pod koniec zmniejszyłam temperaturę do 150 stopni, bo mi się wydawało za bardzo rumiane.

Kiedy się piekło, zagotowałam wodę z cukrem, a sok z wiśni rozmieszałam z mąką ziemniaczaną (nie mam pojęcia, ile cukru, wody i mąki, bo robiłam to na oko, pod wpływem „szału twórczego”). Wyszła z tego gęsta polewka, czyli po prostu kisiel. Ale jaki kisiel - naturalny, bez barwników i dodatków smakowych! Cudo!

Moi chłopcy wcinali ciasto bez polewki, ja sobie obficie polałam. Polecam!

101_0066

 
Komentarze (2)

Napisane przez w kategorii Coś pysznego

 

Tags: , , ,

Dodaj komentarz

 

 
  1. ~Meggie

    2 marca 2015 o 22:22

    Ciasto wygląda pysznie. Jestem po lekturze Pani książki „Dante na tropie” i z niecierpliwością oczekuję kolejnej :)

     
    • Agnieszka

      3 marca 2015 o 15:50

      Bardzo się cieszę, że książka się podobała – następna już niedługo :) A ciasto szczerze polecam!