RSS
 

Upieczmy chleb i posłuchajmy radia…

31 sty

Jakiś czas temu obiecałam przepis na chleb. Pamiętam, pamiętam.

Chleba białego nie jem już od dość dawna, czasem zdarza mi się kupić ciemny, żytni, najchętniej z czarnuszką. Ale najbardziej lubię własnoręcznie robiony.

Najpierw zakwas:

Kupujemy mąkę żytnią. Do miski albo słoja wsypujemy 5 czubatych łyżek tejże mąki i wlewamy szklankę letniej wody. Mieszamy „widełkami” od miksera, aż nie będzie grudek. Przykrywamy, ale tak, aby był dostęp powietrza (czyli np. ściereczką albo ręcznikiem papierowym) i odstawiamy w ciepłe miejsce. Niech stoi 12 godzin. Po upływie tego czasu mieszamy i znów odstawiamy. Po kolejnych 12 godzinach dodajemy kolejne 5 łyżek mąki i szklankę wody. Nazwijmy to „dokarmianiem” zakwasu. I tak dalej. U mnie wygląda to tak, że o 7 i 19 – już mi to weszło w nawyk – zajmuję się zakwasem. Rano dokarmiam, wieczorem mieszam.

Po trzech dniach dodajemy łyżeczkę cukru, a ilość wody zmniejszamy do połowy szklanki. Ewentualnie 3/4, jeśli zakwas staje się za gęsty.

Aby przepis stał się bardziej klarowny, rozpiszę to na dni:

poniedziałek: rano dokarmianie, wieczorem mieszanie,

wtorek: rano dokarmianie, wieczorem mieszanie,

środa: rano dokarmianie, wieczorem mieszanie,

czwartek: rano dokarmianie z dodatkiem łyżeczki cukru – od tej pory już z mniejszą ilością wody; wieczorem mieszanie,

piątek: rano dokarmianie, wieczorem mieszanie,

sobota: rano dokarmianie, wieczorem mieszanie,

niedziela: rano dokarmianie, wieczorem mieszanie,

poniedziałek: rano dokarmianie, wieczorem mieszanie,

wtorek: rano dokarmianie, wieczorem pieczenie chleba.

Kiedy się o tym czyta, wydaje się, że to mnóstwo roboty. W rzeczywistości cała sprawa zajmuje zaledwie kilkanaście sekund rano i jeszcze mniej wieczorem.

Samo pieczenie wygląda tak: biorę 60 dkg mąki i tyle samo zakwasu (reszta zakwasu wraca na swoje miejsce i cały proces dokarmiania/mieszania trwa nadal), wsypuję łyżkę soli i takie dodatki, jakie akurat mam, np. pestki dyni, słonecznik, mielony ostropest (nie za dużo, bo jest „ościsty”), czarnuszkę, siemię lniane – wlewam półtorej szklanki letniej wody  i mieszam. Następnie przekładam ciasto do formy keksowej, wysmarowanej olejem i wysypanej otrębami, i odstawiam do rana, przykryte ściereczką. Następnego dnia wstaję nieco wcześniej, rozgrzewam piekarnik do 220 stopni, na dnie stawiam metalowe naczynie, np.  mniejszą formę keksową. Do nagrzanego piekarnika (w dolnej części) wstawiam formę z chlebem, a do dodatkowego naczynia wlewam ok. szklanki wody – powinna buchnąć para. Wtedy szybko zamykam piekarnik, po 5 minutach zmniejszam temperaturę do 200 stopni i piekę przez godzinę. Aha, żadnych termoobiegów, zwyczajne grzanie z góry i z dołu.

Po godzinie chleb wyciągam i odstawiam do ostygnięcia. Zazwyczaj wypada to akurat przed wyjściem do pracy, i bardzo dobrze, bo trudno byłoby się powstrzymać, a pieczywo powinno ostygnąć. Kiedy wracam do domu, wita mnie nieziemski zapach.  Co do smaku takiego chleba – nie potrafię go opisać. Brak słów. Smakuje rewelacyjnie we wszelkich konfiguracjach.

100_9766

A dlaczego w tytule wpisu wspomniałam o radiu? Ano dlatego, że od jutra zaczyna się w poznańskim Radiu Merkury czytanie fragmentów „Dantego na tropie”, zaś w środę 4 lutego będę gościem Babiego Lata w tejże rozgłośni i poopowiadam o książce i pewnie jeszcze o paru innych rzeczach. Więcej szczegółów na stronie Wydawnictwa Literackiego, w zakładce „Wydarzenia”:
http://www.wydawnictwoliterackie.pl/aktualnosci/1103/„Dante-na-tropie”-na-antenie-Radia-Merkury/

 

 

 
Komentarze (2)

Napisane przez w kategorii Coś pysznego, Literatura, Styl życia

 

Tags: , ,

Dodaj komentarz

 

 
  1. ~Magdalena

    2 lutego 2015 o 11:26

    Pani Agnieszko, a może faworki, albo inaczej chrusty. Byłabym wdzięczna karnawałowo:)

    Pzodrawiam

     
    • Agnieszka

      2 lutego 2015 o 13:43

      Pomysł niezły, Pani Magdo! Popracujemy nad tym :)